Tytuł oryginału – Room
Wydawnictwo: Sonia Draga, rok 2011
Ilość stron: 404
Nie jest to typowa „recenzja” w porównaniu do tych,
które do tej pory umieszczałam tutaj, ale opinia książki jaką ostatnio
przeczytałam. Mam to do siebie, że w tramwaju zawsze coś czytam, ostatnio była
to pozycja Emmy Donoghue Pokój. Wybór był przypadkowy, o tak
pierwsza lepsza książka z półki, jednak pochłonęła mnie całkowicie - raz prawie doszło do tego, że przegapiłabym
swój przystanek.
Książka opisuje historie pięcioletniego Jacka i jego matki, którzy są zamknięci
w pokoju. Nikt oprócz porywacza nie wie, że tam są, co z nimi się dzieję, jak
wygląda ich życie. To nie wszystko, nikt nawet nie wie o tym, że Jack istnieje.
Chłopak urodził się w tych czterech ścianach, pokój jest „jego domem”. Matka od
zawsze tłumaczyła mu, że poza nim świat nie istnieje. Obrazki w telewizji
są nieprawdziwe, a ludzie, miejsca i rzeczy tam pokazywane są na niby.
Chłopczyk nie wątpi w zdanie matki, ufa jej, a kobieta w stosunku do niego jest
bardzo opiekuńcza. Matka Jack’a mimo
sytuacji w jakiej się znalazła robi co w jej mocy aby jak najlepiej wychować
syna – uczy go wszystkiego w miarę swoich możliwości i wiedzy, jednocześnie stara się
go ochronić przed mężczyzną, który ją porwał. Rozumie jednak, że Jack jest
coraz starszy i że nie zawsze będzie mogła to robić. Jedynym rozwiązaniem
wydaje się dla nich ucieczka. Ale po wielu niepowodzeniach w tej kwestii, nie
jest pewna czy to może się udać.
Dodatkową informacją jaką mogę tutaj zamieścić, a jednocześnie nie zdradzać fabuły jest to, że porywacz to Stary Nick – a przynajmniej tak jest nazywany przez Jack’a i jego matkę. W przypisie zamieszczonym w książce możemy przeczytać, że tak czasami określa się w języku angielskim diabła. Dla mnie właściwie osoba opisana w książce jest kimś takim.
Jeszcze raz powtórzę, ta książka wciąga a
jednocześnie przeraża. Polecam tym, którzy lubią taką literaturę.






